środa, 30 listopada 2016

Rozdział 5. (30.11.2016r.)

    Mijały godziny, a Snape nadal obserwował widok za oknem. Hermiona zaczynała się powoli denerwować zachowaniem profesora, jednak nic nie mówiła. Nie wychodziła także do kuchni porozmawiać z przyjaciółmi - chyba pierwszy raz nie czuła takiej potrzeby. Słyszała przekrzykujące się odgłosy kłótni, ale starała się nie zwracać na to uwagi. Usiadła na łożu, przymknęła oczy i zaczęła rozmyślać. Zatapiała się coraz głębiej w niekończącej się otchłani wybujałej wyobraźni, kiedy usłyszała cichy, chłodny głos Snape'a.
    — Za dziesięć minut wychodzimy.
    Otworzyła oczy, wyrywając się z transu i spojrzała niepewnie na mężczyznę. Stał tyłem do niej. Czarne, przetłuszczone włosy ledwo dotykały ramion i były idealnie proste. Dłoń nerwowo trzymał w miejscu, gdzie pod warstwą materiału znajdowała się różdżka.
    — Mamy jakiś plan? – spytała cicho Gryfonka, nie spuszczając z niego wzroku. Zawahał się, ale odpowiedział krótko:
    — Tak.
    Dziewczyna wstała z łoża, starając się nie zrobić przy tym żadnego hałasu. Skierowała się do drzwi i nacisnęła klamkę, która zaskrzypiała ze starości, jednak mężczyzna w czarnych szatach nawet nie drgnął. Na korytarzu odetchnęła z ulgą i przymknęła na chwilę oczy, aby uspokoić nerwy. Skierowała się do pomieszczenia, skąd dochodził dźwięk rozmowy.
    Stanęła przed otwartymi drzwiami i oparła się o futrynę. Obserwowała przyjaciół pogrążonych w ciszy i przyglądających się niepewnie jakiemuś przedmiotowi. Rudowłosy chłopak nachylił się nad zgiętą kartką, otwierając usta i wydukał ciche:
    — Hermiona? – stuknął palcem w punkt z imieniem i nazwiskiem dziewczyny.
    Hermiona stanęła za nim i oparła się na oparciu krzesła, na którym siedział.
    — Tak? – spytała z szyderczym uśmiechem na twarzy. — O co chodzi?
    Ronald podskoczył słysząc jej głos i skrzywił się. Spojrzał na nią, potem na kartkę i znów na dziewczynę.
    — Mapa Huncwotów? – spytała bardziej siebie niż któregoś z kolegów i spojrzała na nazwiska. Znalazła wiele znajomych i kilka nowych, ale wspomnienie każdego z nich bolało tak samo mocno.
    — Hermiona? – powiedział Harry, wybałuszając oczy. Wstał i skierował różdżkę w jej stronę, a ta odskoczyła zaskoczona. — Nie możesz być w dwóch miejscach na raz.
    — Jak to nie? – mruknęła.
    — Nie możesz być w Hogwarcie i tutaj jednocześnie..
    — Moja słodka tajemnica – odparła, uprzedzając pytania i posłała chłopakowi najbardziej promienny uśmiech, na jaki mogła się zdobyć. — Przyszłam się pożegnać.
    Ron stał bez ruchu. Nawet Harry nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Hermiona, widząc to, kolejno podeszła do każdego i mocno przytuliła. Kiedy odchodziła, spojrzała na nich ostatni raz i z bólem wyszła na korytarz. Mimo słów jakie potrafili powiedzieć, kochała ich. Kochała ich jak braci. To z nimi przeżyła wiele szczęśliwych chwil, dzięki nim poznała prawdziwą przyjaźń, jakiej nie zaznała nigdy wcześniej. Wiedziała, że teraz, kiedy ich sylwetki powoli znikają za zamykanymi drzwiami może być to ostatni raz kiedy ich widzi. Nie chciała tego robić, jednak musiała. Razem ze swoim wrogiem – Severusem Snape'm – są poszukiwani przez Czarnego Pana, który dałby wszystko, żeby ich dostać. I to razem z nim musi uciekać – żeby przeżyć.
    Odwróciła się i spojrzała w kierunku schodów skąd dochodził coraz wyraźniejszy stukot obcasów. Nie zdążyła nawet mrugnąć, a z ciemności wyłonił się Snape. Spojrzał na nią obojętnie, choć w jego oczach czaił się cień strachu. Bał się o tą dziewczynę, o jej życie..  Była zbyt młoda na wojnę i śmierć. Choć dobrze wiedział, że jest bardziej dojrzała od swoich rówieśników - nadal była zbyt młoda. Skinął głową w stronę drzwi wyjściowych. Hermiona ostatni raz rozejrzała się po pomieszczeniu jakby szukając pocieszenia. Wyszła na zewnątrz za mężczyzną i stanęła na betonowym schodku. Ukradkiem omiotła wzrokiem okolicę i spojrzała pytająco na Severusa. Ten tylko wysunął rękę w jej stronę, którą dziewczyna od razu złapała. Zamknęła oczy i nieświadomie coraz mocniej zaciskała dłoń na nadgarstku mężczyzny. Dopiero po chwili uświadomiła sobie co zrobiła, jednak profesor chyba nie zwrócił na to uwagi.
    — Skup się – powiedział chłodnym tonem. — Myśl tylko o lesie.
    Hermiona starała się wykonać polecenie, choć nie wiedziała co Mistrz Eliksirów ma na myśli. Była przekonana, że jej nie wychodzi. Snape wypowiedział zaklęcie i machnął różdżką. Świat zawirował im przed oczami. Widzieli jak przelatują nad różnymi miejscami i choć wszystko trwało zaledwie ułamek sekundy oboje w głowach mieli dokładnie rozpoznane miejsca. Hermiona odetchnęła z ulgą, kiedy ponownie poczuła ziemię pod stopami. Snape rozejrzał się dookoła. Nad nimi zwisała szaro-brązowa kopuła utworzona z liści wysokich drzew. Zielona przyziemna roślinność chociaż w pewnym stopniu mogła zapewnić im kryjówkę. Przez chwilę czuli się wolni i oboje zapomnieli o tym, że cały czas muszą uciekać. Hermiona wspominała wakacje z rodzicami, a Severus chwile, kiedy jeszcze nie był w wieku szkolnym i matka zabierała go na leśne spacery. Westchnął cicho, mając nadzieję, że dziewczyna nie zauważyła cienia smutku na jego twarzy. Bał się, że może go rozgryźć. Odrzucając na bok wspomnienia, uniósł różdżkę i rzucał dookoła zaklęcia ochronne. Przychodziło mu to z łatwością. Hermiona dołączyła do niego i już po chwili stworzyli niewidzialną powłokę ochronną. Wyjął z kieszeni malutkie, złote pudełeczko ze zdobieniami, dwa razy mniejsze od jego dłoni i otworzył je. Gryfonka ukradkiem zajrzała do środka, jednak zauważyła, że było ono puste. Lub przynajmniej tak jej się wydawało, bo Snape mógł włożyć do niego prawie całą rękę. Otworzyła usta ze zdumienia, bo przypomniało jej się co sama zrobiła ze swoją torebką, żeby pomieścić tam wiele rzeczy. Wyciągnął z niego ciemny materiał, który rósł z każdą chwilą, a po chwili wzbił się w powietrze. Po kilku sekundach opadł z powrotem na ziemię i uformował się w niewielki namiot. Snape zbliżył się do niego i skinął głową w stronę Hermiony, aby ta weszła jako pierwsza. W środku panowała całkowita ciemność. Czując wzajemne zakłopotanie, oboje w jednej chwili wyciągnęli różdżki z kieszeni i rozświetlili przestrzeń. W środku przestrzeń wydawała się powiększona o wiele więcej niż wygląda w rzeczywistości. Znajdowali się w malutkim korytarzu, który wprost prowadził do części sypialnej po prawej stronie, zaś po lewej znajdowało się wolne miejsce. Pod sufitem lewitowały srebrne lampiony z zamkniętymi w środku robaczkami świętojańskimi. Hermiona, całkowicie zapominając o świecie, z pasją przyglądała się stworzeniom, które przerażone jej wzrokiem starały się ukryć. Rozglądała się dookoła, jakby chciała zapamiętać każdy szczegół tego miejsca. W pewnym momencie przypomniała sobie o podobnym namiocie w jakim mieszkała w rodziną Weasley'ów podczas Mistrzostw Świata w Quidditchu. Wtedy jeszcze mogła być spokojna o swoje życie. Kiedy spostrzegła, że została sama, postanowiła rozejrzeć się. Snape w tym czasie starał się jak najlepiej przygotować namiot na tymczasowy pobyt w nim. Praca pochłonęła go całkowicie, więc nawet nie usłyszał kiedy młoda dziewczyna stanęła za jego plecami.
    — Więc jaka jest część planu na dzisiejszy dzień, panie profesorze? – spytała. Źrenice Snape'a rozszerzyły się, kiedy mężczyzna usłyszał niespodziewany dźwięk, jednak ten ani drgnął. Westchnął cicho, kiedy poczuł, że serce bije mu coraz mocniej. Przez lata szpiegowania nie potrafił się inaczej zachować. Strach był na każdym kroku i dobrze o tym wiedział. Jeden błąd, a przecież śmierć tuż za rogiem. Przez lata żył w niepewności. Nie wiedział czy dożyje następnego dnia, czy może obudzi się u stóp Czarnego Pana torturowany przez niego samego i jego zwolenników. Nic nie było pewne.
    — Dowiesz się w swoim czasie –  rzucił i wrócił do swojego zajęcia.
    Minęło kilka godzin, zanim Snape uznał czynność za zakończoną. Odetchnął z ulgą, kiedy spojrzał na swoje dzieło. Dopiero wtedy przypomniał sobie o istnieniu Hermiony i lekko zakłopotany zaczął jej szukać. Znalazł ją dopiero po kilku minutach, skuloną i zmarzniętą. Siedziała na chłodnej ziemi opierając się o potężne, wiekowe drzewo. Patrzyła w dal i zastanawiała się co będzie dalej. Jak potoczy się życie jej i Snape'a. Zdziwiła się, bo pierwszy raz na poważnie martwiła się o tego człowieka. Wiedziała, że śmierć jest blisko, ale nie miała pewności w którym momencie ją zaskoczy.
    — W środku jest o wiele cieplej – odezwał się Snape, nie wiedząc jak zacząć.
    Dziewczyna drgnęła, słysząc niespodziewany dźwięk. Odwróciła głowę i zmęczonymi oczami spojrzała na profesora. Skinął głową w stronę namiotu i już po chwili zniknął w jego czeluściach. Hermiona odprowadziła go wzrokiem i po chwili zastanowienia powędrowała jego śladem. Kiedy znalazła się w środku, westchnęła z wrażenia. Wszystko wyglądało inaczej niż kilka godzin temu. Jasna, błękitna ściana oddzielała część kuchenną od części sypialnej. W malutkim przedsionku stał wieszak, a na nim dwa płaszcze, których wcześniej nie zauważyła. Być może nawet ich tam nie było. Nie zważając na swoje spostrzeżenie, powędrowała do małej, lecz funkcjonalnej, prowizorycznej kuchni. Już przy wejściu ujrzała siedzącego tam Snape'a, jednak dopiero teraz zobaczyła, że pochłonięty jest czytaniem gazety. Mugolskiej gazety! Hermiona prychnęła, widząc to, a kiedy Severus uniósł głowę i posłał jej wściekłe spojrzenie, szybko stłumiła śmiech i starając się to zrobić jak najciszej, usiadła naprzeciwko niego.
    — Nie chcę przeszkadzać, panie profesorze – zaczęła cichym, ale pewnym tonem i ukradkiem obserwowała mężczyznę. — Ale muszę zadać panu kilka pytań.
    — Granger – wbił wzrok w jej drobną twarz. Obnażył zęby, by po chwili przybrać najbardziej groźny wyraz twarzy jaki tylko mogła ujrzeć u niego przez całe siedem lat. — Mogłabyś mi nie przeszkadzać swoimi pytaniami?
    — To bardzo ważne pytania.
    — Doprawdy? Ważniejsze niż czytanie mugolskiej gazety? – Hermiona skinęła. — Więc musisz zaczekać.
    Wyszedł, nie czekając na odpowiedź. Stanął na wilgotnej ziemi i z irytacją stwierdził, że zaczyna padać. Uniósł oczy ku niebu i ponownie rzucił kilka zaklęć ochronnych, chociaż był więcej niż pewien, że wcześniej zrobił to przynajmniej siedem razy. Kiedy skończył, schował różdżkę do tylnej kieszeni i wrócił do namiotu, zaklęciem zamykając za sobą wejście. Hermiona spała z głową podpartą na stole. Usiadł naprzeciwko niej, a ta momentalnie wróciła do rzeczywistości i wręcz podskoczyła,  kiedy po chwili ujrzała jego twarz.
    — Więc jakie są twoje pytania?
    Hermiona przetarła oczy, łudząc się, że to pomoże jej w racjonalnym myśleniu. Chciała zadać wiele pytań, ale wydawało jej się, że akurat teraz przechodzi chwilowe zaćmienie umysłu.
    — Co zamierzamy robić?
    Snape westchnął głęboko słysząc słowo "my" i powiedział pod nosem kilka niecenzuralnych słów.
    — Zamierzam chronić Cię tak długo, jak to możliwe – odpowiedział po dłuższej chwili zastanowienia. Hermiona wybałuszyła oczy, nie spodziewając się takich słów ze strony Snape'a. Prędzej dałaby sobie rękę uciąć niż uwierzyć, że on kiedykolwiek powie coś takiego. — Nie pozwolę Ci umrzeć.
    Dziewczyna wydała z siebie okrzyk zdumienia, co od razu zatuszowała udawanym kaszlnięciem. Snape zdawał się tego nie zauważyć lub, dokładniej, nie zwrócił na to uwagi. Hermiona jednak stwierdziła, że chyba się przesłyszała.
    — Nie przesłyszałaś się – mruknął i dopiero wtedy dziewczyna przypomniała sobie o jego zdolności.
    — To nie fair!
    — Czyżby?
    Osiągając szczyt zdenerwowania jego osobą, Hermiona rozważała opcję wdarcia się do jego umysłu. Uśmiechnęła się najbardziej złowieszczo jak tylko potrafiła, jednak nie mogła pobić mistrza. Snape, zauważając to, posłał jej wyzywające spojrzenie i już po chwili na jego ustach pojawił się tajemniczy, zapewne nie zwiastujący nic dobrego, uśmiech. Ponownie przemyślała swój pomysł i już prawie doszła do celu, kiedy poczuła jakby odbijała się od niewidzialnej ściany, chociaż tak naprawdę nie ruszyła się z miejsca.
    — Nawet nie próbuj – warknął Snape.
    Spojrzała otępiała przed siebie, nie wiedząc co tak naprawdę się stało. Wiele razy wdzierała się do umysłu Harry'ego, ale nigdy nie miała takiego uczucia. Nigdy nie czuła takiej chwilowej pustki, jakby została wypruta z emocji. Co on zrobił?
    — Idź spać. Jesteś zmęczona – odpowiedział. Dobrze wiedziała, że Snape odczytał jej myśli i wie, że ona nic nie rozumie.

wtorek, 11 października 2016

Rozdział 4. (11.10.2016r.)

      — Co.. Co Pan tu robi?
    Snape spojrzał na nią dziwnie i odwrócił się w stronę okna. Nadal stał w cieniu, a jego twarz przybrała jeszcze bardziej jasnego koloru.
    — Uważasz, że mam stać na korytarzu? To jedyne otwarte pomieszczenie w tym.. budynku. Inne są zabezpieczone zaklęciami. – dziewczyna wytarła oczy i spojrzała zdumiona na nauczyciela. Mówił spokojnym głosem, czego jeszcze nigdy u niego nie zauważyła. Opierał się rękoma o parapet. Po dłuższej chwili odwrócił się w stronę Gryfonki. Dziewczyna miała wrażenie, że zaraz wzrokiem wywierci dziurę w jej ciele — Powiedz mi proszę pewną rzecz.
    Jej zaskoczenie sięgnęło zenitu. To chyba pierwszy raz, kiedy czarnowłosy mężczyzna zwrócił się do niej nie używając jej nazwiska i ostrego tonu, a do tego użył słowa "Proszę", co uważała za niemożliwe
    — Tak?
    — Dlaczego Ty jeszcze żyjesz? Po tylu przesłuchaniach, torturach i serii Cruciatusów powinnaś w najlepszym przypadku wylądować w św. Mungu.
    — Człowiek może wytrzymać bardzo dużo, panie profesorze - odparła cicho. Oparła się o ścianę i wbiła wzrok w widok za oknem. —Może mam szczęście?
    — Nie na długo, Granger. Nie na długo. Ale wracając do tematu.. Ćwiczyłaś oklumencję?
    — Em.. Nie. – odwróciła głowę, żeby nie widział różowego odcienia jej twarzy. Po tym można było poznać, że kłamie.
    Ale prawda była inna. Próbowała zamykać swój umysł jeszcze długo przed tym, jak Dumbledore zlecił to Harry'emu. Włamywała się także do umysłów innych osób. Trenowała kilka lat, aż w końcu opanowała umiejętność do perfekcji.
    — Niemożliwe – stwierdził i zaśmiał się przeraźliwie — Już dawno byś nie żyła.
    — Kilka zapomnianych zaklęć, starożytne eliksiry, peleryna niewidka i trochę szczęścia.
    — Kłamiesz.
    — Wcale nie, profesorze.
    — Mów prawdę, Granger. I tak Cię to nie uratuje. Zginiesz, jak wszyscy.
    — Wiem – powiedziała cicho odwracając twarz w stronę ściany. Nie chciała myśleć o nadchodzącej śmierci. Nie teraz, kiedy może jeszcze cieszyć się życiem — Chociaż.. mogłam spokojnie zginąć dziś rano, jednak ktoś postanowił mi w tym przeszkodzić – skrzyżowała ręce na piersi i podeszła do drugiego okna, omijając mężczyznę.
    — Ten ktoś nie chciał patrzeć jak gryfońska idiotka ginie w męczarniach. Czy Ty naprawdę nie wiesz jak Bella potrafi zniszczyć człowieka? Ten ktoś wybrał dla Ciebie spokojną śmierć.
    — Oh, dziękuję bardzo, litościwy panie profesorze – fuknęła, a Snape posłał jej ostre spojrzenie.
    — Grangeerrr!
    — Tak? – podeszła niebezpiecznie blisko Snape'a z chęcią kłótni. W szkole nigdy by sobie na coś takiego nie pozwoliła. Nawet by o tym nie pomyślała. Teraz jednak było inaczej.
    "Skoro mam umrzeć.." pomyślała.
    — Dziesięć punktów od Gryffindoru.
    — Słucham?! – wrzasnęła oburzona, a Mistrz Eliksirów zaśmiał się przeraźliwie.
    — Dwadzieścia.
    — Ale..
    — Pięćdziesiąt. I jak się nie zamkniesz, dam drugie tyle.
    Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale Snape zamknął je jednym ruchem różdżki.
    — Powiedz mi, jak to robisz. Dlaczego paplesz teraz tutaj swoim językiem, kiedy cały rok byłaś pod nosami Śmierciożerców? Mieli Cię na wyciągnięcie ręki.
    — To bardzo skomplikowane – powiedziała. Z jednej strony nie chciała zdradzać mężczyźnie w czarnych szatach swojego planu, ale z drugiej pragnęła. Przez siedem lat nauki w Hogwarcie czuła się niedoceniona przez właśnie tego nauczyciela. Nigdy nie była wystarczająco dobra, żeby usłyszeć od niego słowa pochwały, a tego właśnie chciała. Może jeśli teraz wyjawi swoje dopracowane do ostatniego szczegółu plany, zdobędzie to, czego chce? Postanowiła zaryzykować — Może zacznijmy od pańskiego pytania: jak można wytłumaczyć to, że jestem jedną z trzech osób najbardziej poszukiwanych w świecie magii, a nadal chodzę żywa po Hogwarcie żywa?
    Złapała się za usta, kiedy uświadomiła sobie, że jednak zrobiła ogromny błąd. Snape będzie zadawał pytania, a jemu nie można ufać. Działa na dwa fronty i przecież zawsze może zdradzić którąś stronę. Przynajmniej takie zdanie miała Hermiona.
    Tymczasem Snape zaczął się zastanawiać nad sensem wypowiedzianych słów. Niemożliwe. Dziewczyna jest pod nosem Czarnego Pana, ale nadal żyje. Poszukiwana Numer 1. Żyje, cała i zdrowa, chodzi do szkoły pełnej zwolenników największego wroga. Zadał sobie jedno pytanie: "Jak?".
    Zapanowała przytłaczająca cisza. Hermiona udawała zainteresowaną wiatrem za oknem, chociaż tak naprawdę starała się zająć czymś swoje myśli. Im więcej myślała o niebezpieczeństwie w jakim się znajduje, coraz bardziej chciała się wycofać. Nie było łatwo kłamać Śmierciożercom, znosić jedną z najgorszych klątw i rzucać na siebie tysiąc zaklęć ochronnych jednocześnie. Za to Snape szukał w głowie informacji, które w jakikolwiek sposób pomogą mu wytłumaczyć co tak naprawdę robi Hermiona.
    — Zastanawiam się nad tym od pierwszego września – mruknął zirytowany i spojrzał na widok za oknem, żeby ukryć swoje zakłopotanie spowodowane brakiem wiedzy na ten temat.
    Hermiona przez jakiś czas nie odzywała się.
    "Skoro i tak mam umrzeć.." powtórzyła sobie w myślach.
    — Jest coś takiego jak kropla astralna – powiedziała cicho, nadal nie będąc pewna swojej decyzji.
    — Kropla astralna? - powtórzył, wybałuszając oczy – O czym Ty mówisz?
    — Dział Ksiąg Zakazanych, Magia Czarna i jeszcze Czarniejsza, mówi to coś Panu? – uśmiechnęła się złośliwie.
    — Oczywiście – sarknął. —Ale Tobie raczej nie powinno.
    — Owszem, nie powinno. Trafiłam na to przypadkowo, a wiedzę postanowiłam wykorzystać. Więc.. wie Pan o czym mówię czy mam wytłumaczyć? – Severus wykonał skomplikowany ruch ręką, który Hermiona zrozumiała jak znak, żeby tłumaczyć. — Kropla Astralna to coś jak sobowtór. Można go stworzyć za pomocą kilku zaklęć i ogromnego skupienia. Kropla wygląda jak czarodziej, który ją stworzył. Tak samo odczuwa ból, smutek, radość czy przyjemność. Jest tylko ciałem, bo dusza zostaje w prawdziwej postaci osoby. Posiada wszystkie zdolności danej osoby, więc nigdy, w żadnym wypadku nie można stwierdzić kiedy ktoś używa Kropli. Jest to trudne i dosyć bolesne doświadczenie, ponieważ na jakiś czas dusza zostaje rozerwana na dwie części. Czyli można być w dwóch miejscach na raz. Takim sposobem udało mi się przeżyć, panie profesorze. Mogę spokojnie siedzieć w dormitorium lub w domu i w tym czasie wysłać moją Kroplę na lekcje. Nie można jej uśmiercić. Można zranić, torturować, ale nie zabić.
    — Z jakiegoś powodu książka, w której znalazłaś tę informację znalazła się w Dziale Ksiąg Zakazanych – odparł, kiedy dziewczyna zakończyła swoją wypowiedź i wypuściła powietrze z ust.
    — Kropla została zakazana trzy dni po tym, jak została odkryta, czyli jakieś dwa i pół tysiąca lat temu. Nie są podane powody.
    — Została zakazana, więc nie jest legalna. Konsekwencje?
    — Nie ma znanej wypowiedzi na ten temat ze strony Ministerstwa.
    — Czyli wolelibyśmy tego nie wiedzieć.
    Kiedy zza drzwi dobiegł jakiś hałas, oboje odwrócili się w tamtą stronę z wyciągniętymi różdżkami. Hermiona spojrzała na Mistrza Eliksirów. Ten ostrożnie ruszył do źródła dźwięku. Nacisnął klamkę i wyszedł z pomieszczenia. Rozejrzał się dookoła, a jego wzrok zawisł na schodach.
    — Potter! – syknął przeraźliwie i z powrotem wszedł do pomieszczenia, z hukiem zatrzaskując za sobą drzwi.
    Wściekły, wrócił do obserwowania widoku za oknem. Hermiona usiadła w kącie pokoju i w spokoju czekała na decyzję nauczyciela.

piątek, 16 września 2016

Rozdział 3. 16.09.2016r.)

    Hermiona nie wiedziała co powiedzieć. Starała się myśleć tak samo jak Snape, ale marnie jej to wychodziło i dlatego nie wiedziała do czego zmierzają myśli mężczyzny. Stała przed nim i przez chwilę wpatrywała się w niego jak głupia.
    — Zamierzasz ruszyć się z miejsca? – syknął swoim mrocznym tonem i obrzucił dziewczynę nienawistnym spojrzeniem — Czy raczej będziesz tutaj tak stać i czekać na zbawienie?
    — Przepraszam, panie profesorze. Zamyśliłam się.
    — Zamyśliłam się – powtórzył złośliwie. Hermionie zaczerwieniły się policzki, ale nic nie odpowiedziała — Idziemy.
    Snape ruszył przed siebie. Dziewczyna prawie biegła, żeby dotrzymać mu kroku. Bała się w jakikolwiek sposób sprzeciwić – wiedziała z jaką karą może się spotkać. Zaklęcie Kameleona nadal działało, więc dopóki w otoczeniu nie było żadnych Śmierciożerców, byli bezpieczni. Hermiona z zapartym tchem przyglądała się mijanym widokom. Nigdy nie była w tej części Londynu, więc nie miała okazji zwiedzić miejsca. Za to Snape kroczył niewzruszony. Gryfonka była wręcz oburzona jego brakiem okazywania uczuć. Szli bocznymi uliczkami. Po jakimś czasie byli już coraz bliżej celu. Przeszli obok znajomego parku i stanęli przed dwoma budynkami na Grimmauld Place. Snape niewerbalnie wypowiedział zaklęcie i już po chwili budynki zaczęły się rozsuwać.
    — Obawiam się, że nie będzie mógł pan wejść do środka, panie profesorze – powiedziała cicho Hermiona od razu po tym jak przypomniała sobie co ją spotkało na początku roku.
    — Niby czemu? – spytał oschle, nawet na nią nie patrząc.
    — Zaraz sam się pan przekona.
    Hermiona poszła jako pierwsza. Nacisnęła klamkę i weszła do środka, a tuż za nią Snape. Oboje różdżki mieli uniesione w gotowości na jakikolwiek rodzaj ataku. Panowała tutaj okropna ciemność, więc odczekali chwilę, aż ich oczy przyzwyczają się do ciemności. Snape zatrzasnął drzwi i nie zdążył odwrócić się do dziewczyny. Wydała z siebie donośny wrzask, tak donośny, że dłoń profesora zadrżała.Odwrócił się do niej. Z przodu szybowała prosto na nich sylwetka byłego dyrektora Hogwartu.
    — Nie ja zabiłem Albusa Dumbledore'a! – krzyknął Snape, jednak postać była coraz bliżej. Spojrzał zdziwiony na Hermionę, jednak ona tego nie dostrzegła.
    — Nie ja zabiłam Albusa Dumbledore'a! – Hermiona cofała się do tyłu i prawie wpadła na profesora.
    Dopiero wtedy zjawa zniknęła. Ze świstem wypuściła powietrze z ust i odsunęła się od Snape'a. Znów zapanowała ciemność.
    — Dziwne - powiedział wyjątkowo niepasującym do niego tonem – Jeszcze kilka tygodni temu..
    — Dumbledore żył? – sarknęła Hermiona, patrząc w stronę Snape'a, jednak nie dostrzegła jego twarzy. Za to mogła przysiąc, że jego czarne oczy połyskują w mroku — Jak pan myśli, dlaczego akurat takie hasło?
    — Przymknij się, Granger. Dumbledore nie żyje od roku, ale to nijak ma się do faktu, iż jeszcze niedawno mogłem tu wejść bez problemu.
    — Haczyk – odparła cicho, śmiejąc się w duchu — Szalonooki wiedział o pańskiej obecności tutaj, a skoro nie jest pan tu mile widziany, stwierdził, że..
    — Moja noga tu więcej nie postanie? Sprytne – parsknął śmiechem tak przerażającym, że Hermiona odsunęła się od niego na kilka kroków. O ile można to było nazwać śmiechem. I, o dziwo, zignorował jej zadziorny ton — Z tego co mi wiadomo jest to Kwatera Główna Zakonu, a ja także do niego należę – zamyślił się na chwilę i już po chwili odezwał się chłodnym głosem — Zdrajca.
    "Zdrajca" powtórzyła Hermiona w myślach. "Kto tu jest zdrajcą? Kto tu zabił kogoś, kto mu ufał?". Fuknęła cicho, ale nie skomentowała. Z doświadczenia wiedziała jak nieprzyjemnie może zareagować Mistrz Eliksirów na takie komentarze.
    — Więc skąd pan w ogóle wiedział jakie jest hasło?
    — Granger, czy Ty musisz zawsze wszystko wiedzieć? – zaczął coś mówić o nieuwadze członków Zakonu i o tym, jak łatwo inni mogą dostać ich informacje — Przypadkowo podsłuchałem.
    — Przypadkowo?
    — Zajmij się lepiej zaklęciami. Sprawdź, czy nikogo tu nie ma.
    Odetchnął z myślą, że to koniec fali pytań. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, Hermiona odezwała się przerażonym głosem:
    — Nie jesteśmy sami.
    — Ile? – spytał z nutą przerażenia. Jednak nie dał tego po sobie poznać.
    — Dwie osoby.
    — Zachowuj się cicho, Granger. Nie chcę mieć Cię na sumieniu.
    Zadrgało powietrze, kiedy przechodził obok niej. Westchnęła ciężko i starając się nie zrobić żadnego hałasu, z duszą na ramieniu powędrowała za Snape'm. Słychać było jakieś przytłumione głosy - nie mogła jednak rozpoznać do kogo one należą. Byli coraz bliżej drzwi do kuchni. Docierały do niej jakieś urywki rozmowy. Snape zatrzymał się, a Hermiona,  nie zauważając tego, wpadła na niego. Chciała pisnąć, ale w odpowiednim momencie mężczyzna zakrył jej usta dłonią i z gestem groźby pomachał jej różdżką przed oczami. Podłoga zaskrzypiała przeraźliwie. Rozmowy w środku ucichły na kilka sekund i wtedy czyjś głos przemówił:
    — Ktoś tu jest.
    Nie było słychać żadnych kroków ani jakichkolwiek oznak życia. Hermiona nogi miała jak z waty, czego nie można było powiedzieć o Mistrzu Eliksirów. Na jego twarzy nie pojawił się nawet najmniejszy grymas.
    — Bądź gotowa – powiedział cicho — Otwieram drzwi na jeden, dwa i trzy!
    Drzwi otworzyły się z hukiem. Hermiona gotowa była rzucić zaklęcie rozbrajające, ale dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że nie ma na kogo. Ruszyła się z zamiarem wejścia do pomieszczenia, ale Snape zatrzymał ją jednym ruchem. Nie pałała do niego chociażby strzępkiem przyjaźni, ale wiedziała, że w takiej sytuacji nie ma innego wyboru niż mu zaufać. Została na swoim miejscu, a mężczyzna powoli i ostrożnie ruszył przed siebie. Obserwowała go dokładnie, chociaż nigdy by się do tego nie przyznała. Każdy ruch wykonywał idealnie i z gracją. Nie było błędów, niedociągnięć. Poruszał się delikatnie, a jego czarne szaty lekko falowały. Różdżkę miała uniesioną, mimo, że ręce jej drżały. Z niedowierzaniem patrzyła na mężczyznę i zastanawiała się dlaczego jest taki spokojny.
    — Panie profesorze.. – zaczęła jednak ten od razu odwrócił się w jej stronę i podniósł palec wskazujący do ust. Zamknęła usta i niepewnie kiwnęła głową.
    — Hermiona?
    Snape był w połowie kuchni, kiedy Hermiona usłyszała znajomy głos. Zakręciło jej się w głowie. Zamknęła oczy i potarła skronie. Przecież to nie może być jego głos. To na pewno było jakieś złudzenie. Do tego doszło, że ze stresu ma już omamy!
    — Co Ty tutaj robisz? – odezwał się drugi głos. Poczuła, że robi jej się gęsia skórka. Nie wiedziała skąd dochodzą głosy, ale z pewnością nie od ich właścicieli. Snape odwrócił się do niej także nie wiedząc o co chodzi — Harry, peleryna! Zdejmij ją!
    W powietrzu pojawiła się ruda, piegowata twarz. Hermionie zrobiło się słabo na ten widok. Mistrz Eliksirów rzucił jakimś zaklęciem rozbrajającym i wtedy pojawiła się także druga postać.
    — Ej! Co to miało być?! – krzyknął oburzony rudowłosy w kierunku starszego mężczyzny i dopiero po chwili zorientował się do kogo mówi — Ee.. przepraszam, profesorze Snape..
    Hermiona stała jak zamurowana, a reszta zebranych mogła przysiąc, że słyszeli dźwięk jej opadającej szczęki. Wszyscy spojrzeli na siebie zdziwieni.
    — Harry? – wydukała Hermiona i podbiegła do chłopaka. Objęła go ramionami — Ron!
    Snape skrzywił się. Między jego brwiami pojawiła się niezbyt widoczna, ale głęboka zmarszczka. Nie był zadowolony z obecności dwóch Gryfonów, a tym bardziej dlatego, że wszyscy są teraz narażeni na atak Śmierciożerców.
    Harry spojrzał znacząco na czarnowłosego mężczyznę i na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Mimo to, czuł się szczęśliwy, że po tak długim czasie wreszcie mógł znów zobaczyć przyjaciółkę. Za to Hermiona patrzyła na nich z ogromnym bólem. Nie mogła darować sobie tego, że przez ich nieuwagę uległa poważnemu wypadkowi i właśnie dlatego musiała od nich odejść.
    — Granger, masz czas do wieczora – syknął Snape obrzucając Harry'ego wściekłym spojrzeniem. Harry spojrzał na dziewczynę pytająco, jednak ona machnęła ręką.
    Mężczyzna wyszedł z pomieszczenia i zostawił ich samych. Cała trójka uśmiechnęła się. Hermiona speszyła się i spojrzała w dół.
    — Macie już wszystkie.. no wiesz.. horkruksy? – spytała cicho, cały czas patrząc w stronę drzwi. Harry pokręcił głową, a Ron powiedział coś całkowicie niecenzuralnego. Skarciła go ostrym spojrzeniem.
    — Brakuje jednego – westchnął głośno i spuścił głowę.
    — Harry – powiedziała Hermiona zbyt poważnym tonem całkowicie do niej niepasującym — Pospieszcie się. Nie macie dużo czasu.
    — Hermiono.. Dopóki Vol..
    — Nie! – wrzasnęła i zakryła mu usta — To imię Tabu!
    — Dopóki Sama-Wiesz-Kto nie znajdzie mnie, nie może zbyt wiele zrobić. Jemu chodzi tylko o mnie. I to o mnie toczy się ta wojna. Wiem, że lepiej było by to zakończyć, ale od kilku miesięcy nie możemy znaleźć ostatniej części duszy Vol.. Sama-Wiesz-Kogo.
    — Ale Harry – spuściła wzrok chyba pierwszy raz nie wiedząc co powiedzieć — Masz dwa tygodnie.
    — Hermiono – Ron podszedł do niej — To raczej od nas zależy ile czasu mamy. Nie ma Cię z nami, więc nie możesz nam wyznaczać..
    — Nie ma mnie z Wami przez Twój głupi wybryk! – krzyknęła głosem przepełnionym rozpaczą, bólem i.. nienawiścią? — Gdyby nie Ty i Twoja głupia duma..
    — Dość! – krzyknął Harry i rozdzielił ich oboje – Co masz na myśli mówiąc, że mamy tylko tyle?
    — Musicie się pospieszyć – mówiła cicho. Bała się powiedzieć prawdę.
    — Wróć do tematu.
    — Za dwa tygodnie Śmierciożercy zaatakują Hogwart – wypuściła powietrze z ust i spojrzała przepraszająco na przyjaciół - Drugiego maja.
    — Skąd to wiesz? – Harry skrzywił się jeszcze bardziej.
    — A więc tak! – krzyknął Ron, popychając dziewczynę do tyłu. Spojrzała na niego zdezorientowana.
    — Jak? – spytała razem z Harry'm nie wiedząc o co chodzi.
    — Co tu robisz ze Snape'm, co? Myślisz, że nie wiemy?
    — Ron, naprawdę nie rozumiem o czym Ty mówisz – powiedziała czerwona ze złości, a Harry przytaknął.
    — Skąd wiesz co planują Śmierciożercy? To oczywiste – zaklął pod nosem i pchnął ją jeszcze bardziej. Harry zabrał go od dziewczyny i starał się go uspokoić — Co on Ci zrobił? Przyłączyłaś się do nich, razem z tym cholernym..
    — Dość! – wrzasnęła tym razem Hermiona, kiedy poczuła, że do oczu napływają jej łzy — I do twojej wiadomości; Snape jest tu ze mną bo.. bo.. ratuje mi życie!
    — Oczywiście!
    — Zamknij się Ron!
    Ronowi poczerwieniała cała twarz, a po chwili nawet uszy. Rzucił wściekłe spojrzenie Hermionie i mruczał coś pod nosem o spisku przeciwko nim.
    — Cholerna zdrajczyni!
    — Ron..
    — Harry, nie rozumiesz? – warknął rudowłosy i  odrzucił jego ręce, kiedy ten znów próbował go uspokoić — Myślisz, że co tu robi ze Snape'm?
    Rzucił kilka obelg w stronę dziewczyny i ruszył w jej stronę. Stanął przed nią i splunął na jej buty. Bez ostrzeżenia złapał jej lewą rękę i podniósł rękaw. Przyjrzał się dokładnie jej nadgarstkowi, którego, wbrew jego zdziwieniu, nie pokrywał wypalony Mroczny Znak.
    — Jak śmiesz? – krzyknęła oburzona i wybiegła z kuchni zalewając się łzami.
    Nigdy nie płakała, jednak ta sytuacja była wyjątkiem. Przegrała z własnymi emocjami i stresem związanym z panującą wojną. Nie mogła się powstrzymać i wreszcie dała upust łzom.
    Biegła przed siebie po całym domu, nie zwracała uwagi nawet na kąśliwe uwagi pani Black. Słyszała krzyki Harry'ego, który pewnie robił teraz kazanie Ronowi. Zastanawiała się jak, po siedmiu latach, chłopak mógł powiedzieć jej coś takiego. Nie docierało do niej co się dzieje. Nie wiedziała nawet co czuje. Coś w rodzaju rozpaczy, wewnętrznego bólu i nienawiści, jednak to nie było to. Nie znała tego uczucia. To było coś innego.
    Odruchowo powędrowała do sypialni, którą zwykle zajmuje razem z Ginny. Zatrzasnęła drzwi z hukiem, rzuciła się łóżko i nadal płacząc, przykryła głowę poduszką.
    — Niezłe przedstawienie, nie ma co – odezwał się cichy, stłumiony głos. Zamarła. Podniosła głowę i rozejrzała się po pomieszczeniu. Jej wzrok zatrzymał się na ciemnej postaci w mrocznym kącie pokoju.

czwartek, 7 lipca 2016

Rozdział 2. (7.07.2016r.)

    Kiedy otworzyła oczy, nie znajdowała się już w tym okropnym gabinecie. Była w ciemnym pomieszczeniu, jakby rezydencji. Na wysokich ścianach bladym światłem świeciły lampy, na samym środku znajdował się ogromny, drewniany stół, a wokół niego stało kilkanaście osób. Wzrok wszystkich skierował się w jej stronę. W dużym kominku po przeciwległej stronie ostatnim płomieniem żarzyło się drewno, w małym stopniu ogrzewając wielką salę.
    — Cóż to z miła niespodzianka, Severusie – odezwał się głos za nią, a dziewczyna podskoczyła przestraszona.
    Dopiero wtedy przypomniała sobie o żelaznym uścisku na jej ramieniu. Odwróciła głowę i zamarła z przerażenia. Czarnowłosy mężczyzna obrzucił ją chłodnym spojrzeniem i triumfalnie uniósł głowę z geście wyższości. Spojrzał przed siebie na zebrane osoby, ale ukradkiem obserwował zlęknioną Gryfonkę. Nie wiedziała co się dzieje i kim są ci ludzie. Dopiero po chwili zaczęła rozpoznawać ich twarze – twarze Śmierciożerców. Mężczyzna, który wypowiedział słowa, wyszedł teraz zza pleców Snape'a i stanął przed dziewczyną. Długim, smukłym palcem złapał jej podbródek i uniósł do góry, jakby oglądał jej twarz niczym ciekawe znalezisko. Hermiona z całych sił chciała wyrwać się z mocnego uścisku, ale paraliżowała ją siła nauczyciela.
    — Panie, to ta mugolska dziewczyna! – pisnęła jedyna kobieta oprócz Hermiony w tym pomieszczeniu. Z szaleńczym uśmiechem na ustach podbiegła do dziewczyny i zaśmiała się szyderczo, patrząc jej prosto w oczy.
    — Jesteś bardzo spostrzegawcza, Bello – mruknął Snape i gestem dłoni kazał jej się odsunąć. Ta jednak skakała dookoła i wykrzykiwała tylko jej zrozumiałe słowa. Hermiona niemo wołała o pomoc, jednak kiedy rozpoznała kim jest mężczyzna stojący przed nią, zrozumiała powagę sytuacji w jakiej się znajduje.
    Oschle patrzył na nią sam Lord Voldemort. Rozpoznała także Lucjusza Malfoy'a i jego syna Draco, którego jeszcze kilka godzin temu widziała na szkolnym korytarzu. Lucjusz nie wyglądał tak, jak go zapamiętała kilka miesięcy temu - jego twarz pokrywały liczne zmarszczki i lekki zarost. Nawet jego postawa uległa ogromnej zmianie. Stał się jakby lekko przygarbiony. Nie było już od niego czuć władzy i  pogardy, z jaką podchodził do mugolskiej dziewczyny.
    — Panie – jęknęła Bellatrix, szarpiąc rękę Hermiony — Pozwól mi..
    — Nie! – ryknął Czarny Pan, a kobieta odskoczyła do tyłu, składając lekki ukłon — Nie rozumiem, Severusie, dlaczego ta plugawa.. – urwał, szukając odpowiednio nieprzyzwoitego słowa określającego Hermionę — Dlaczego ta dziewczyna jest tutaj z Tobą.
    Uścisk stał się jeszcze mocniejszy, a szczupłe palce wbiły się w ramię dziewczyny z taką siłą, że ta miała wrażenie jakby na jej ramię została założona metalowa obręcz. Wiedziała, że Snape nie ma pojęcia co odpowiedzieć. Spojrzenia wszystkich Śmierciożerców zgromadzonych w sali wywiercał w niej ogromny otwór. Bała się, że każdy z nich dzięki swoim zdolnościom może w każdej chwili poznać jej myśli i zawładnąć jej umysłem.
    — Jest potrzebna – mruknął Severus, a w jego głowie zrodził się pewien plan. Jednak był bardzo niebezpieczny i każde złe podejście mogło odebrać jej życie — To bardzo długa historia..
    — ..którą opowiesz nam innego dnia – wtargnął Lucjusz Malfoy, przewracając przy tym ostentacyjnie oczami — Czy możemy przejść do rzeczy?
    Nagle zainteresowanie osobą Hermiony Granger opadło całkowicie. Wszyscy oprócz Mistrza Eliksirów zasiedli wokół stołu i jedynie Bellatrix obserwowała dziewczynę z szaleńczymi iskierkami w oczach. Przygryzła wargę i uśmiechnęła się ukradkiem, mając w głowie wizję tortur, jakie może zadać dziewczynie. W oczekiwaniu na słowa Czarnego Pana, bawiła się swoim naszyjnikiem w kształcie czaszki. Severus Snape nie ruszał się, trzymając dziewczynę.
    — Odprowadźcie tą dziewczynę – powiedział cicho Czarny Pan, krzątając się po sali. Belliatrix zerwała się jako pierwsza, chwyciła dłoń Hermiony i szarpiąc jej rękaw na strzępy, zaprowadziła ją do lochów.
    Hermiona z przerażenia nie potrafiła postawić się silnej kobiecie. Głos uwiązł jej w gardle, tworząc ogromną kulę. W tym czasie Czarny Pan ujawniał zwolennikom swoje plany dotyczące nadchodzącej wojny. Wszyscy oprócz Severusa słuchali ich z zapałem, jednak on był przerażony. Chciał jak najdalej odsunąć to widmo od chłopca, którego przysiągł bronić, jednak dobrze wiedział, że jest to nieuniknione. Żaden nie może żyć, jeśli drugi przeżyje. Wtedy przypomniał sobie piękne oczy Lily Evans, które kilkanaście lat temu obdarzały go ciepłym spojrzeniem. Wspomnieniami uciekał do młodzieńczych lat, patrzył na rudowłosą dziewczynkę, opowiadał jej o magicznym świecie.. Wiedział, że to właśnie dla jej syna poświęca swoje życie. I robił to tylko dla niej.
    Zapanowała przerażająca cisza, a wzrok zebranych skupił się na czarnowłosym mężczyźnie. Wtedy wyrwał się z transu i niemo szukał pomocy we wrogich twarzach. Niektórzy obrzucili go pogardliwym spojrzeniem, tylko Czarny Pan przyglądał mu się z wyraźnym zaciekawieniem.
    — Potrzebuję Twojej pomocy – powiedział zachrypłym głosem, a Snape od razu skinął głową na znak porozumienia.
    Nie chciał się sprzeciwiać. Ze względu na swoje położenie nawet nie mógł o tym myśleć. Był świadomy tego, jaka musi być kolej rzeczy. Syn Lily musi zginąć, a ten, który odebrał życie jego miłości zostanie tutaj. Umysł Severusa pogrążył się w smutku, ogromnej nienawiści, jaką żywił do Czarnego Pana. Musiał jednak być posłuszny.
    Każdy dokładnie zapamiętywał polecenia wydawane przez Voldemorta. Nie mogło być żadnej pomyłki.
    — Potter.. – mruknął Lucjusz Malfoy i spojrzał na syna. Jego głos stał się przerażającym echem — Nie mamy Pottera.
    W głowie Snape'a pojawiła się przerażająca myśl. Nie mają Pottera, ale za to jest Granger, która zapewne wie wszystko o jego położeniu. I przypadkiem sama się tutaj pojawiła, sama podsunęła się im pod nosy. Mężczyzna poczuł jak w żołądku zaciska mu się metalowa obręcz. Był przerażony, ale nie ukazywał tego. W tym momencie był dumny, że opanował sztukę oklumencji. Najgorsze scenariusze przechodziły przez jego myśli.
    — Przyprowadź dziewczynę.
    Snape zerwał się się z miejsca. Wiedział, że musi ją uratować. Nie może pozwolić, żeby niewinna dziewczyna cierpiała tortury zadane przez Bellatrix Lestarnge. Nikt nie może poznać teraz położenia Pottera. To może zaburzyć cały idealny plan stworzony przez Dumbledore'a. Jeśli dopadną go zanim odnajdzie wszystkie cząstki duszy Voldemorta.. To niemożliwe. Razem z nim poszła Bellatirx podniecona myślą o nadchodzącej zabawie. Snape spojrzał na nią ukradkiem. W prawej dłoni trzymała już przygotowaną różdżkę. Ciemne włosy opadały falami na jej ramiona, co chwilę zmieniając ułożenie. Zbliżyli się do celi, w której znajdowała się Gryfonka. Stanęła przed kratami i przerażona spojrzała na nauczyciela. Dla Severusa czas jakby się zatrzymał.To ostatni moment, aby ją ratować. Zdał sobie sprawę, jak nieodpowiedzialne było pozostawianie otwartej księgi na biurku. Przez to może ucierpieć niewinna dziewczyna, plan, jaki opracował razem z Albusem, a nawet on sam. Jakie mogą być konsekwencje ucieczki? Odcięcia Czarnemu Panu dostępu do wroga? Bellatrix zaklęciem otwierała kłódkę. Jego ręce nagle stały się ciężkie, jakby ktoś poraził go zaklęciem paraliżującym. Jednym ruchem odepchnął zdezorientowaną kobietę od siebie i wbiegł do celi. Spojrzał na Hermionę, której zdziwienie zmieszane z przerażeniem malowały się na delikatnej twarzy i złapał ją za ramię. Snape wyciągnął różdżkę z zamiarem teleportacji, a Bellatrix krzyknęła coś niezrozumiałego do reszty Śmierciożerców i rzuciła w kierunku Hermiony niebezpieczne zaklęcie. Gryfonka poczuła znajomy ucisk w okolicach pępka i zamknęła oczy. Krzyki Bellatrix ucichły, zastąpił je jakiś szum. Hermiona nie otwierała oczu, obawiając się, że gdy tylko je otworzy, zobaczy przerażającą twarz Czarnego Pana. Serce tłukło jej się w piersi i zdawało jej się, że za moment wyskoczy z ciała. Jej sen przerwało mocne szarpnięcie w okolicy nadgarstka prawej dłoni.
    — Ruszaj się – warknął Snape, a dziewczyna rozejrzała się dookoła.  Wszędzie byli ludzie i na pewno nie była to ta sama sala, którą odwiedziła jeszcze kilka chwil temu.
    Stali przed jakimś barem w mugolskim mieście. Z oddali dobiegał dźwięk silników kilkuset samochodów zagłuszany przez stukot butów przechodniów. Hermiona spojrzała zdezorientowana na nauczyciela oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi lub - w najlepszym wypadku - wyjaśnień.
    — Profesorze, co my tu robimy? – spytała cicho, kiedy Snape nie wyczytał z jej oczu pytania. Bała się, że ten zaraz wybuchnie i zacznie wrzeszczeć.
    — Zamknij się i nie zadawaj pytań, Granger.
    Opuściła wzrok i przyjrzała się szarym płytkom chodnikowym. Snape rzucił na nich zaklęcie kameleona i niczym dwa cienie pomknęli przed siebie ostrożnie mijając niczego nieświadomych ludzi. Hermioną targały przeróżne emocje. Zaczynając od strachu, przez przerażenie i niepewność, na nienawiści kończąc. Była zdezorientowana. Nie wiedziała jak i dlaczego znalazła się w dworze Malfoy'ów, którego mury dopiero teraz rozpoznała. Miała tysiące pytań, które bała się zadać. Myślała o Harry'm i Ronie. Co oni mogą teraz robić? Jeśli Voldemort wreszcie ma ją, dopadnie także ich.. Ale dlaczego Snape oszołomił Bellatrix i uciekł razem z nią - mugolaczką, wrogiem i kimś, kto ma informacje o Wybrańcu?
    Dlaczego?
    Po jakimś czasie znaleźli się z dala od centrum miasta. Częstotliwość spotykania przypadkowych osób prawie całkowicie spadła, więc byli bezpieczni. Snape szarpnął Hermionę za rękaw i pociągnął za mur z czerwonej kostki.
    — Siedź cicho – warknął i z tylnej kieszeni wyciągnął różdżkę. Z jej końca po chwili wystrzeliło jasne światło, jednak nic się nie stało. Położył dłoń na ramieniu dziewczyny i ponownie rzucił zaklęcie — Daj różdżkę.
    Hermiona posłuchała profesora i już po chwili w dłoni trzymała przedmiot. Spojrzała na nią.
    — Zabierz nas do Hogsmeade.
    Rzuciła zaklęcie i zamknęła oczy, w oczekiwaniu na nieprzyjemne skutki teleportacji. Nie poczuła nic, a kiedy otworzyła oczy nadal stała w tym samym miejscu. Powtórzyła czynność jeszcze kilka razy, tak samo jak Snape, ale nie przyniosło to oczekiwanego skutku. Severus zaklął cicho pod nosem i rzucił dziewczynie zrezygnowane spojrzenie.
    — Gratuluję, Granger – wycedził przez usta i posłał jej nienawistne spojrzenie.
    — Nie rozumiem.
    — Co Ci strzeliło do głowy, żeby dotykać tego..
    — To był świstoklik? – spytała spokojnie, nie zwracając uwagi na ostry ton nauczyciela. Przytaknął skinieniem głowy.
    — Gdybyś trzymała łapy przy sobie, nie byłoby nas teraz tutaj.
    — To nie moja wina – spuściła głowę i odwróciła się tyłem do mężczyzny. Była wściekła. Nie wiedziała, że zwykła księga może być świstoklikiem. Chociaż mogła się tego spodziewać. Przecież to Severus Snape! Najbardziej dwulicowy człowiek, jakiego spotkała. Zawsze była przekonana, że nie jest wierny Dumbledore'owi. Wiedziała, że przez niego dawny dyrektor nie żyje. Bała się cokolwiek powiedzieć. Przez siedem lat poznała Snape'a i dobrze wiedziała jak może zareagować, ale mimo to postanowiła walczyć — Nie ja gram na dwa fronty.
    — Słucham?
    — Nie ja zabiłam osobę, która mi zaufała i to nie ja zrobiłam to w imię władzy! – krzyknęła mu prosto w twarz, wreszcie, po prawie roku dając upust swoim emocjom.
    Snape był wściekły. Wiedział, jak w oczach innych wygląda ta sytuacja. Dla Voldemorta było to świadectwo oddania i posłuszeństwa, ale dla społeczeństwa czarodziei to zabójstwo jednego z najmądrzejszych nauczycieli Hogwartu, to zdrada w imię własnej sławy i pozycji. Ale tylko on, Książę Półkrwi, znał prawdę, tylko on wiedział dlaczego i w jakim celu to zrobił. I kto go o to poprosił.
    "Gdybyś tylko wiedziała"..
    — Granger, na miłość boską, przymknij się – warknął, nie chcąc się jej tłumaczyć — Czarny Pan..
    — Czarny Pan mnie nie obchodzi, profesorze.
    — To niech Cię zacznie obchodzić! – ryknął Snape. Jego krew pulsowała w żyłach, a ręka zaciskała swój ucisk na różdżce. Nie rozumiał tego, że dziewczyna zdaje się nie czuć niebezpieczeństwa jakie jej grozi.
    Hermiona odsunęła się do tyłu i rzuciła nauczycielowi nienawistne spojrzenie. Utwierdziła się w przekonaniu, że z całego serca nienawidzi tego człowieka. Chciała jak najszybciej wrócić do szkoły i zapomnieć o całym wydarzeniu - ale było to niemożliwe. Z jakiegoś powodu nie mogli się teleportować nawet do Hogsmeade. Ręce jej drżały ze zdenerwowania.
    — Panie profesorze, co teraz zrobimy? – spytała cicho, bojąc się kolejnego wybuchu.
    — Spytaj lepiej co Ty zrobisz. Przede wszystkim musimy się ukryć – Hermiona spojrzała na niego nie rozumiejąc, co nauczyciel ma na myśli.
    — Chodzi o naszą ucieczkę? – Snape przytaknął.
    — Czarny Pan poszukuje Pottera od miesięcy. Aż nagle pojawiasz się Ty - ta, która może wiedzieć o nim wszystko. Wiesz ile trudu mi zabrało przekonywanie go, że nie masz o chłopaku żadnych informacji?
    Hermiona spojrzała zdumiona na mężczyznę. Chciała powiedzieć "Dziękuję", ale bała się.
    — Chronił mnie pan.
    Nie odpowiedział.
    Chronił ją i Pottera od siedmiu lat, za każdym razem, kiedy mogli dostać się w szpony Voldemorta. Musiał jednak działać niezauważony. Każdy błąd mógł ich kosztować nawet życie.
    — Zaiste, Granger – powiedział cicho, jednak nie usłyszała tego. Może to i lepiej? — Staraj się nie używać czarów. Śmierciożercy zajęli Ministerstwo Magii. Znajdą nas. Musimy jak najszybciej dostać się do Grimmauld Place.

czwartek, 30 czerwca 2016

Rozdział 1. ~Prolog (30.06.2016r.)

    Jasne promienie słoneczne oświetlały puste dormitorium. O tej porze wszyscy uczniowie spędzali czas na błoniach, na chwilę starając się zapomnieć o nadchodzących egzaminach. Tylko jedna Gryfonka postanowiła wykorzystać wolny czas na wykonanie zadanej pracy.
    W powietrzu wisiał już zapach lata, a co za tym idzie – wakacji. Jednak czas, jaki Hermiona poświęcała na naukę wcale się nie zmienił. Do ostatniego dnia wertowała książki w poszukiwaniu potrzebnych informacji. Jak wszyscy, była już zmęczona długą pracą, ale czarę przelała praca semestralna zadana przez Mistrza Eliksirów na temat właściwości kilku niespotykanych roślin i ich wpływ na działanie poszczególnych eliksirów.
    Gdy skończyła, kilka razy przeczytała tekst i wyprostowała kartkę. Na dole strony złożyła swój niepowtarzalny podpis i zdecydowanie wyszła z pomieszczenia w kierunku lochów. Na schodach ani na korytarzu nie spotkała nikogo. Wyjrzała przez okno i uśmiechnęła się, widząc przyjaciół. Pomyślała o tym, że kiedy odda swoją pracę przed terminem, będzie miała więcej wolnego czasu i jej humor ekspresowo poprawił się. Kroczyła przed siebie pewnie i zdecydowanie, tak jakby na chwilę zapomniała, że za moment musi stanąć twarzą w twarz ze znienawidzonym nauczycielem.
    Serce zabiło jej mocniej w piersi, kiedy stanęła przed znajomymi drzwiami. Chciała jak najdalej odsunąć od siebie nieprzyjemne spotkanie, jednak było to nieuniknione. Rozejrzała się za siebie, ale nie ujrzała żywej duszy, która mogłaby jej pomóc. Wzięła głęboki oddech i zastukała w drzwi kołatką z podobizną węża. Odpowiedziała jej głucha cisza. Powtórzyła czynność, ale nadal nie uzyskała żadnej odpowiedzi. Położyła drżącą dłoń na zimnej klamce i delikatnie, starając się nie zrobić żadnego hałasu, nacisnęła ją i otworzyła drzwi. Weszła do środka i rozejrzała się po pomieszczeniu. Było tu okropnie ciemno. Zapalona była tylko jedna lampa znajdująca się nieopodal biurka. Na półkach po prawej stronie znajdowały się przeróżne pudełeczka z przedziwną zawartością, zaś po lewej książki, jakich Hermiona nigdy nie widziała. Nie było tu nikogo, więc dziewczyna niepewnie podeszła do biurka z zamiarem złożenia tam swojej pracy. Zatrzymała się, kiedy na blacie ujrzała otwartą książkę. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kilka centymetrów nad księgą unosiło się kilka malutkich postaci. Wyglądały jak spetryfikowane, ale jednak patrzyły na nią swoimi przerażającymi oczyma. Ich twarze wydawały się dziewczynie podejrzanie znajome, jednak w tym momencie nie potrafiła sobie przypomnieć ich tożsamości.
    "Ciekawe.." – mruknęła.
    Nie znała takiego rodzaju magii, nawet z książek. Nie czytała nigdy o czymś takim. Serce waliło jej w piersi z przerażenia i zachwytu. Na chwilę zapomniała gdzie się znajduje. Ponownie rozejrzała się po pomieszczeniu i westchnęła głęboko, niemo wyciągając dłoń w stronę książki. Ostatni raz spojrzała na przedmiot i jakby zwolnionym ruchem dotknęła kartki.
    — Nie!
    Przerażający krzyk rozległ się po sali, jednak było już za późno. Nie zdążyła się odwrócić. Poczuła tylko, jak żelazny uścisk zacieśnia się na jej ramieniu i pojawia się charakterystyczne pociągnie w okolicach pępka.
Theme by MIA